W meczu ostatniej w sezonie zasadniczym, 14. kolejki Ekstraligi żużlowcy Betardu Sparty Wrocław zremisowali na wyjeździe z Apatorem Toruń 45:45, choć jeszcze przed wyścigami nominowanymi prowadzili 42:35.
Od wyniku meczu w Toruniu zależało rozstawienie w fazie play-off. Sparta mogła w przypadku wygranej zająć 4. miejsce, spychając na 5. lokatę ekipę Apatora. Wyższa pozycja gwarantowała jazdę w kolejnej fazie rozgrywek ze Stalą Gorzów, która wobec ostatniej plagi plagi kontuzji w swoich szeregach wydaje się być teoretycznie łatwiejszym przeciwnikiem niż Włókniarz Częstochowa.
Długo wydawało się, że ta sztuka uda się gościom, bo Sparta prowadziła przez większą część spotkania. Od początku szybki i bezbłędny był Tai Woffinden, a miłym zaskoczeniem była postawa Michała Curzytka. Wrocławski junior imponował błyskawicznymi wyjściami spod taśmy, nieźle radził sobie także na dystansie, co udowodnił w biegu nr 7, gdy przy małej pomocy Maciej Janowskiego przywiózł za swoimi plecami Roberta Lamberta i Jacka Holdera. Po kolejnym wyścigu, wygranym przez Spartan 4:2, goście prowadzili już 28:80.
Przed biegami nominowanymi przewaga mistrzów Polski stopniała wprawdzie do 6 punktów, ale wynik 42:36, dawał duże szanse na końcowy sukces w całym spotkaniu. Dwa ostatnie wyścigi były jednak koszmarem dla podopiecznych Dariusz Śledzia. W przedostatnim biegu wrocławianie jechali na wynik 4:2, który dawał im meczowe zwycięstwo, a gospodarze potrzebowali prawdziwego cudu, aby odwrócić losy rywalizacji. „Pomógł” w tym dobrze spisujący się w niedzielę junior Betardu Sparty Bartłomiej Kowalski, który na jednym z łuków „wyciął” Patryka Dudka. Wywołał tym złość w poszkodowanym, który dostał żółtą kartkę za obraźliwe gesty wobec rywala, ale przede wszystkim osłabił…
Więcej na ten temat