Zespół Tadeusza Pawłowskiego przeważał przez większość spotkania. Błąd w końcówce kosztował go utratę trzech punktów. Dla piłkarzy Śląska był to trzeci z rzędu występ na własnym stadionie bez strzelonej bramki.
Piłkarze z Wrocławia mecz 7. kolejki ekstraklasy po raz pierwszy rozpoczęli z dwójką napastników w wyjściowej jedenastce. Trener Pawłowski desygnował na plac gry od pierwszej minuty Marcina Robaka i Arkadiusza Piec. W składzie znalazło się również miejsce dla Jakuba Łabojki, który tworzył środek pola razem z Michałem Chrapkiem pod nieobecność zawieszonego za kartki Augusto oraz zaczynającego mecz na ławce Macieja Pałaszewskiego.
Obie ekipy stworzyły ciekawe widowisko, w którym Śląsk miał znacznie więcej sytuacji bramkowych.Od początku oba zespoły były ofensywnie usposobione i mecz się dobrze oglądało. Walki w środkowej strefie boiska było niewiele, bo akcje szybko przenosiły się od jednej bramki pod drugą. Do szczęścia kibicom brakowało tylko goli, a nie było ich, bo obie ekipy w decydujących momentach raziły niedokładnością.
Najbliższy trafienia do siatki w pierwszej połowie był Maciej Sadlok. Tyle, że obrońca Wisły mógł trafić do siatki swojej drużyny. Po dośrodkowaniu bardzo aktywnego Arkadiusza Piecha z lewej strony Sadlok tak interweniował, że piłka o mało nie wpadła do bramki Mateusza Lisa. Kilka chwil później Marcin Robak obrócił się z piłką w polu karnym Wisły, ale zwlekał ze strzałem, a kiedy już zdecydował się na uderzenie, Sadlok zdołał zablokować piłkę. Później jeszcze groźnie z dystansu strzelali Piech i Mateusz Cholewiak i to były wszystkie okazje Śląska na gola w pierwszej połowie. Druga połowa rozpoczęła się od szturmu gospodarzy na bramkę Wisły. W ciągu pięciu minut Śląsk stworzył sobie cztery wyśmienite okazje do…
Więcej na ten temat