Australijczyk wygrał po finiszu z peletonu, 11. etap kolarskiego Tour de France. Z kolarzy dolnośląskiej grupy CCC najszybciej do mety dojechał Greg Van Avermaet.
Po dniu przerwy kolarze wrócili do rywalizacji i przystąpili do 167-kilometrowego etapu z Albi do Tuluzy. Jego profil pozwalał przypuszczać, że główne role odgrywać będą sprinterzy i faktycznie środowy odcinek nie przyniósł wielu emocji. Przez wiele kilometrów uciekali pochodzący z tych stron Francuzi Lilian Calmejane i Anthony Perez, ich rodak Stephane Rossetto oraz Belg Aime De Gendt, ale drużyny mające w swoich szeregach sprinterów nie pozwoliły im zdobyć większej przewagi.
Nie powiększyli jej nawet wskutek kraksy w peletonie. Najbardziej ucierpiał w niej Holender Niki Terpstra, który prawdopodobnie doznał kontuzji obojczyka i wycofał się z wyścigu. Z tyłu zostali zablokowani Kolumbijczyk Nairo Quintana i Australijczyk Richie Porte, ale nie mieli problemów z doścignięciem głównej grupy. Ostatniego z uciekających, De Gendta, peleton wchłonął 4,5 km przed metą.
Tradycyjnie na końcowych kilometrach trwała zażarta walka o pozycje przed sprintem, a z pojedynku najszybszych kolarzy zwycięsko wyszedł Ewan. Australijczyk z grupy Lotto-Soudal minimalnie wyprzedził Holendra Dylana Groenewegena (Jumbo-Visma). Trzecie miejsce zajął Włoch Elia Viviani (Deceuninck-Quick Step), a czwarty linię mety minął lider klasyfikacji punktowej Słowak Peter Sagan (Bora-Hansgrohe). Pierwszym zawodnikiem CCC Team na „kresce” był Greg Van Avermaet. Belg zameldował się na 26.miejscu. 64. ze stratą 14 sekund do zwycięzcy był jedyny Polak w CCC – Łukasz Wiśniowski.
Liderem pozostał Francuz Julian Alaphilippe, który ma minutę i 12 sekund przewagi nad Brytyjczykiem…
Więcej na ten temat