W spotkaniu 9. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław wygrał z Lechią Gdańsk 2:1.
Pierwsze minuty to nie była gra w piłkę nożną, ale walka w środku pola o przejęcie inicjatywy. Bardziej agresywna oraz konkretna była Lechia i wrocławianie zostali zepchnięci na własną połowę.
Pierwszą okazję miał Kacper Sezonienko, ale nie trafił w piłkę. Kilka minut później po krótkim rozegraniu rzutu rożnego Maciej Gajos huknął zza pola karnego i piłka wpadła do siatki. Trafienie zawodnika Lechii śmiało mogło kandydować do bramki kolejki, ale nie będzie, bo gol nie został uznany. Po analizie wideo okazało się, że Michał Nalepa faulował wcześniej jednego z piłkarzy Śląska.
Od tego momentu ataki gości straciły na intensywności, ale nadal gra toczyła się głównie na połowie gospodarzy. Lechia atakowała głównie lewą stroną, gdzie aktywny był Conrado. Po jednym z dośrodkowań Brazylijczyka piłka przeleciała przez całe pole karne i trafiłaby pod nogi Gajosa, ale zawodnika gości uprzedził Patryk Janasik. Obrońca Śląska jednak tak fatalnie interweniował, że trafił do siatki.
Od tego momentu Lechia już tak nie naciskała, ale też nie musiała, bo miała prowadzenie. Gospodarze natomiast praktycznie w ataku nie istnieli. Dopiero w doliczonym czasie gry na ładny strzał z dystansu zdecydował się Patrick Olsen i Dusan Kuciak musiał interweniować. Największym sukcesem do przerwy gospodarzy było to, że przegrywali tylko 0:1.
Pierwsza połowa zakończyła się ładnym strzałem Olsena oraz równie ładną paradą Kuciaka i tak się zaczęła też druga. Duńczyk uderzył jeszcze ładniej, ale bramkarz gości popisał się fantastyczną paradą i zdołał lecącą w okienko…
Więcej na ten temat