Piłkarze Lecha wygrali pierwsze spotkanie w ekstraklasie od półtora miesiąca, ale formą nie zachwycili. Legniczanie wysoko zawiesili gospodarzom poprzeczkę, a przy odrobinie szczęścia mogli wywieźć ze stolicy Wielkopolski przynajmniej jeden punkt.
Poznaniacy już w 11. minucie otworzyli wynik – Duńczyk Christian Gytkjaer miał dużo swobody w polu karnym i mimo asysty obrońcy pokonał Łukasza Sapelę. Podawał mu Joao Amaral, który mógł podwyższyć wynik, ale po strzale z dystansu Portugakczyka legniczan od utraty bramki uratował słupek. Grę Lecha w tej części spotkania nakręcał Maciej Makuszewski, który po raz pierwszy pojawił się na boisku po kontuzji odniesionej podczas ostatniego zgrupowania reprezentacji.
Piłkarze Miedzi w pierwszej połowie zagrali bardzo zachowawczo. Na początku spotkania stworzyli dwie-trzy sytuacje, ale potem zabrakło im pomysłu na grę. „Kolejorz” też nie forsował tempa i przez długie minuty z murawy wiało nudą.
Więcej emocji przyniosła druga odsłona, która rozpoczęła się pomyślnie dla gospodarzy. Gytkjaer po indywidualnej akcji wystawił piłkę jak na tacy Amaralowi, a ten nie mógł zmarnować takiej okazji.Lech nie rezygnował i szukał kolejnego gola. Legniczanie z kolei przebudzili się dopiero w ostatnich 20 minutach. Kontaktową bramkę zdobył wprowadzony cztery minuty wcześniej Mateusz Szczepaniak, który wykorzystał dość bierne zachowanie Rafała Janickiego.
Mecz nabrał rumieńców, a drużyna dolnośląskiego beniaminka marnowała kolejne szanse na wyrównanie. Inny rezerwowy Mateusz Piątkowski w 80. min mógł pokonać bramkarza Lecha, ale w trudnej sytuacji trafił tylko w boczną siatkę. Jeszcze lepszej okazji nie wykorzystał Juan Camara, który wbiegał w pole karne, ale dość ryzykowana interwencja Marcina Wasielewskiego prawdopodobnie uratowała poznaniaków od straty…
Więcej na ten temat